Pomiędzy leżącymi na północno-wschodnim skraju Mazur Dubieninkami a Zytkiejmami znajdują się zabytki techniki o randze europejskiej. Są to wspaniałe mosty kolejowe przedwojennej linii Botkuny-Zytkiejmy, zrabowanej przez wojska radzieckie po 1945 roku.
Wspomniana linia była jedną z ostatnich wybudowanych w bardzo gęstej sieci kolejowej Prus Wschodnich. Cele jej budowy były przede wszystkim militarne; miała łączyć garnizony we wnętrzu kraju z pograniczem, a także zapewnić dodatkowe połączenie magistrali Gołdap-Ełk z ośrodkiem administracyjnym Gąbinem (obecnie Gusiew w obwodzie kaliningradzkim) przez Zytkiejmy, gdzie kolej od strony Gąbina dotarła już w 1908 roku. Szlak wytyczono przez teren o bardzo skomplikowanej rzeźbie, pagórkowaty, poprzecinany wąwozami i głębokimi dolinami rzecznymi - Jarki, Bludzi i Błędzianki. Dla pokonania przeszkód wzniesiono szereg obiektów inżynieryjnych - bardzo wysokich nasypów i głębokich przekopów, które w celu podtrzymania biegu dróg lokalnych, biegnących "w poprzek", poprzecinano jeszcze licznymi wiaduktami.
Cały szlak otwarto 1 października 1927 r.; na jego ostatnim uruchomionym odcinku znalazła się najsłynniejsza z tutejszych przepraw - wiadukty nad Błędzianką w Stańczykach. Stańczyki wyrosły na przełomie tysiącleci do rangi jednej z najmodniejszych atrakcji turystycznych Mazur. Zwiedzających przyciągają tu dwa olbrzymie wiadukty kolejowe. Pierwszy (północny) zbudowano w latach 1912-1914, drugi (południowy) - w okresie 1923-1927. Jest to para mostów łukowych, wykonanych zapewne z żelbetu (choć konieczne są dalsze badania). Mają po 31,5 m wysokości (najwyższe wiadukty w Polsce!) i ok. 150 m długości. Ruch prowadzono po wiadukcie południowym, bo linia miała tylko jeden tor. Wielkie wiadukty zbudowano na niej jednak parami, rezerwując jedną przeprawę na wypadek uszkodzenia drugiej; chodziło o możliwie długie utrzymanie drożności militarnego korytarza transportowego. Z mostami w Stańczykach wiąże się wiele legend - najgłośniejsza twierdzi, że są to nowatorskie konstrukcje, w których wykorzystano jako szalunki zalane betonem pnie drzew; inna, że nigdy nie przejechał tędy pociąg - obie nie mają pokrycia w faktach. Prawdziwą zagadką jest natomiast, dlaczego właściwie wzniesiono wiadukty w tym właśnie miejscu, skoro gdyby tor zatoczył nieco większy łuk, można było cały jar Błędzianki ominąć.
Moda "na Stańczyki" zaczęła się pod koniec lat 90. wraz z rozkwitem sportów ekstremalnych - wiadukty wykorzystywano do skoków na bungee. Obecnie zostały sprzedane właścicielowi prywatnemu, który zobowiązał się do przeprowadzenia remontu, bowiem pod wpływem coraz większych rzesz turystów i czynników atmosferycznych konstrukcje zaczęły grozić zawaleniem. Projektuje się utworzenie rezerwatu krajobrazowego, który obejmie jar wraz z zabytkami techniki.


mosty-stanczyki
mosty-stanczyki 01